YesVerse

Przewodniki

Charmeuse, krepa, habotai. Przewodnik po splotach jedwabiu

6 min czytania

Ciemnoczerwony jedwab w płynnym splocie, z pasmem światła na krawędzi fałdy

Dwie tkaniny leżą obok siebie na stole krojczym. Obie są jedwabiem, obie pochodzą z tego samego gatunku nici. Jedna spływa z krawędzi blatu jak rozlana woda, druga zatrzymuje się w powietrzu i wraca do siebie, jakby miała własne zdanie.

Różnicy nie robi tu włókno, tylko sposób, w jaki zostało skręcone i przeplecione. Nazwy z metki, które brzmią jak lista przystanków w podróży, są w istocie opisem temperamentu tkaniny. Warto je znać, bo mówią więcej o tym, jak rzecz będzie się nosić, niż jakikolwiek opis.

Włókno, przędza, splot: trzy różne rzeczy

Jedwab jest włóknem, a nie tkaniną. To surowiec: ciągła nitka, którą gąsienica jedwabnika wysnuwa wokół siebie, mierzona nie w centymetrach, lecz w setkach metrów. Dopiero to, co się z nią zrobi, decyduje o wszystkim, co potem czuje skóra.

Najpierw przędza. Nitkę można pozostawić niemal prostą albo skręcić mocno, kilkaset razy na metr. Skręt odbiera połysk i dodaje sprężystości. Potem splot: satynowy, płócienny, skośny, każdy o innej liczbie przeplotów. Im rzadziej nitki spotykają się w splocie, tym dłuższe odcinki leżą na powierzchni, tym więcej światła odbijają i tym bardziej tkanina spływa.

Stąd bierze się rzecz, która myli najczęściej: satyna to nazwa splotu, nie materiału. Można ją utkać z poliestru i z jedwabiu, a różnica w dotyku będzie taka jak między szkłem a wodą. Jedwabny charmeuse to satyna, ale nie każda satyna jest jedwabiem.

Momme, czyli liczba, która mówi więcej niż nazwa

Na metkach lepszych tkanin obok nazwy stoi liczba z dwoma literami: 16 mm, 19 mm, 22 mm. To momme, dawna japońska miara gramatury, wciąż używana wyłącznie do jedwabiu. Im wyższa, tym cięższa i gęstsza tkanina.

Skala jest zaskakująco czytelna. Sześć do ośmiu momme to woalka, przez którą prześwituje dłoń. Dwanaście do szesnastu to typowa waga bluzki i lekkiej sukienki. Dziewiętnaście to jedwab, który już wyraźnie ciąży w dłoni i układa się w miękkie fałdy. Dwadzieścia dwa i więcej rezerwuje się dla pościeli i tych rzeczy, które mają przetrwać setki prań.

Jednostka pochodzi z czasów, gdy jedwab rozliczano w japońskich miarach wagowych, i przetrwała, bo okazała się praktyczna. Jedno momme to mniej więcej cztery i pół grama na metr kwadratowy, więc tkanina o gramaturze dziewiętnastu momme waży około osiemdziesięciu gramów. Liczba nic nie mówi o gęstości splotu ani o jakości barwienia, ale bardzo dużo o tym, jak rzecz będzie opadać.

Wyższa liczba nie oznacza automatycznie lepszej tkaniny. Oznacza inne zadanie. Podszewka utkana z jedwabiu o gramaturze dwudziestu dwóch momme byłaby nie do noszenia pod żakietem, a koszula nocna z ośmiu momme nie przetrwałaby jednego sezonu.

Charmeuse: strona świetlista i strona matowa

Charmeuse jest tym, co większość ludzi ma na myśli, mówiąc jedwab. Splot satynowy prowadzi nitkę osnowy nad kilkoma nitkami wątku naraz, więc powierzchnia jest niemal jednolitym pasmem światła. Lewa strona pozostaje matowa i lekko szorstka, i to najprostszy sposób, by rozpoznać ten splot z zamkniętymi oczami.

Ta konstrukcja daje ciężar spadający pionowo w dół. Halka z charmeuse nie stoi na ciele, tylko po nim spływa, i dlatego bezlitośnie pokazuje wszystko, co jest pod spodem. Ma też swoje wymagania: długie odcinki nitki na powierzchni łatwo zaczepić, a każdy ślad paznokcia zostaje w splocie jako drobna, jasna kreska.

Prasuje się go wyłącznie od lewej strony, przez bawełnę, w najniższym zakresie temperatury. Żelazko postawione wprost na licu spłaszcza długie odcinki nitki i zostawia jaśniejsze, matowe pole, którego nie da się już przywrócić do połysku.

Krepa: ziarno, które nie przywiera

Krepa de Chine powstaje z przędzy skręconej bardzo mocno, w dodatku naprzemiennie w prawo i w lewo. Efekt jest widoczny gołym okiem: powierzchnia ma delikatne, nieregularne ziarno, a połysk zamienia się w matowe, głębokie świecenie.

W noszeniu krepa zachowuje się zupełnie inaczej niż charmeuse. Sprężystość skrętu sprawia, że tkanina odstaje od ciała zamiast się do niego kleić, mniej gniecie i wybacza więcej. Georgette to ta sama zasada doprowadzona dalej: krepowa przędza w obu kierunkach, tkanina przezroczysta, lekko szorstka w dotyku i pełna powietrza.

Jeśli jedwab ma być noszony w upale, w podróży albo przez cały dzień pracy, krepa jest zwykle mądrzejszym wyborem niż satyna. To ta sama nitka, tylko lepiej przygotowana do życia.

Habotai, pongee, organza: lekkość na różne sposoby

Habotai, znane też jako pongee, to splot płócienny w najprostszej postaci: nitka nad nitką, bez żadnych sztuczek. Lekkie, gładkie, chłodne, w gramaturach od pięciu do dwunastu momme. Robi się z niego podszewki, apaszki i te części garderoby, które mają być niewidoczne. Jest przy tym najmniej odporne z całej rodziny, bo w płóciennym splocie nie ma zapasu nitki, który mógłby przyjąć naprężenie.

Organza jest jego przeciwieństwem mimo tego samego splotu. Tka się ją z przędzy skręconej tak mocno, że tkanina staje się sztywna i szeleszcząca, a przy tym całkowicie przezroczysta. Nie spływa, tylko trzyma kształt, dlatego pojawia się tam, gdzie potrzebna jest forma: w rękawie, w falbanie, w warstwie, która ma unieść inną.

Mulberry, tussah, dupion: skąd bierze się nierówność

Jedwab mulberry pochodzi od hodowanego jedwabnika morwowego, karmionego wyłącznie liśćmi morwy. Nitka jest długa, jednolita i naturalnie jasna, dlatego tkaniny z niej są gładkie i równo przyjmują barwnik. To jedwab, o którym mówi się w liczbie momme.

Tussah zbiera się z kokonów dzikich, przerwanych w chwili, gdy motyl je opuścił. Włókno jest krótsze, ciemniejsze, z naturalnym ciepłym odcieniem, którego nie da się całkiem wybielić. Tkanina wychodzi bardziej matowa, o wyczuwalnej fakturze.

Dupion powstaje z podwójnych kokonów, w których dwie gąsienice przędły obok siebie. Splątane nitki dają charakterystyczne zgrubienia, przebiegające w poprzek tkaniny nieregularnymi pasami. To nie jest wada wykonania, tylko podpis surowca, i właśnie dlatego dupion trafia tam, gdzie tkanina ma mieć własny rysunek.

Jak to wszystko sprawdzić dłonią

Nazwy pomagają, ale ostatnie słowo należy do rąk. Kawałek tkaniny przełożony przez palce powie o splocie więcej niż metka: charmeuse spłynie i zostanie chłodny, krepa stawi lekki opór i szybciej ogrzeje się od skóry, organza zatrzyma się w miejscu.

Warto też patrzeć na światło. Prawdziwy jedwab nie odbija go jednym płaskim błyskiem, tylko zmienia odcień wraz z ruchem, bo trójkątny przekrój włókna rozprasza je jak pryzmat. Dlatego czarny jedwab w ruchu wygląda głębiej niż czarny poliester, a biały nigdy nie jest zupełnie biały.

Pomaga też prosta próba zgniecenia. Jedwab ściśnięty w dłoni i puszczony rozprostowuje się powoli, ale się rozprostowuje, a w miejscu dotyku zostaje ciepły przez chwilę dłużej, niż podpowiada intuicja. Włókna sztuczne wracają natychmiast albo wcale i pozostają chłodne niezależnie od tego, jak długo trzymała je dłoń.

Jedwab nie jest jedną tkaniną, tylko rodziną temperamentów utkanych z tej samej nitki.

Te dwa kawałki na stole krojczym nadal leżą obok siebie. Jeden trafi na halkę, która ma znikać pod suknią, drugi na rękaw, który ma trzymać kształt przez cały wieczór. Obie decyzje zapadły, zanim ktokolwiek pomyślał o fasonie.

Wiedza o splotach nie jest wiedzą kolekcjonerską. Jest tym, co pozwala kupować rzadziej i trafniej, bo pozwala rozpoznać, czy tkanina zrobi to, czego się od niej oczekuje, jeszcze zanim się ją założy.