YesVerse

Przewodniki

Jedwab morwowy. Skąd pochodzi najszlachetniejsza z tkanin

6 min czytania

Biały kokon jedwabnika owinięty złotą nicią wśród liści morwy, w tle jedwab w kolorze szampana na ciemnym łupku.

Kokon jest wielkości kciuka i biały jak wapno. Potrząśnięty przy uchu wydaje suchy stukot — to poczwarka, która oddzieliła się od ścianki. Cała ta skorupka jest jedną nitką, zwijaną w kształt ósemki przez trzy doby bez przerwy, i rozwinięta miałaby długość porządnego spaceru.

Jedwab morwowy zaczyna się właśnie tu: na liściu, w cieniu drzewa, którego nazwa przylgnęła do tkaniny na dobre. Wszystko, co odróżnia go od pozostałych jedwabi — chłód pod palcami, równy połysk, cichy dźwięk przy ruchu — jest konsekwencją tego, czym karmi się gąsienica i jak długą nić po sobie zostawia.

Gąsienica, która zna tylko jeden liść

Bombyx mori, jedwabnik morwowy, jest zwierzęciem udomowionym od ponad pięciu tysięcy lat i przez ten czas oddał człowiekowi wszystko, co miał. Dorosła ćma nie potrafi latać ani sama się wyżywić. Gąsienica je wyłącznie liście morwy białej, Morus alba, i niczego innego nie tknie.

Cały cykl trwa około trzydziestu dni. W tym czasie gąsienica przechodzi cztery wylinki i zwiększa masę mniej więcej dziesięciotysięcznie, jedząc niemal bez przerwy, także nocą. Dieta jest jednostajna i czysta: liść morwy nie zawiera żywic ani ciężkich garbników, które zabarwiłyby albo usztywniły przyszłe włókno.

Ta monotonia jest całym sekretem. Powtarzalne pożywienie, stała temperatura i wilgotność hodowli dają białko o powtarzalnym składzie, a więc nić o powtarzalnej grubości. Dlatego kokon jest kredowo biały, a nie beżowy, i dlatego jedwab z niego przyjmuje kolor tak równo. Hodowla jest w istocie pilnowaniem, żeby nic się nie zmieniło przez trzydzieści dni.

Jedna nić, sześćset metrów

Przez dwie do trzech dób gąsienica wysnuwa z gruczołów przędnych jedno ciągłe włókno, poruszając głową w ósemki po kilkadziesiąt razy na minutę. Z jednego kokonu odwija się od 600 do 900 metrów nici bez jednego przerwania, a z najlepszych okazów przekracza się kilometr. Jest to jedno z niewielu włókien naturalnych, o których w ogóle mówi się w metrach, a nie w milimetrach — bawełna kończy się po trzech centymetrach, len po kilkudziesięciu.

Długość jest tu ważniejsza, niż się wydaje. Włókno ciągłe zwija się w nić, z której nie sterczą tysiące krótkich końcówek — a to właśnie one w każdej innej przędzy powodują mechacenie, matowienie i uczucie szorstkości po kilku praniach. Gładkość jedwabiu morwowego jest w prostej linii pochodną tej ciągłości, a nie żadnego zabiegu wykończeniowego dodanego na końcu.

Kokony rozmiękcza się w gorącej wodzie i odwija po kilka naraz, sklejając włókna resztką ich własnego kleju w jedną nić surową. Ten etap wykonuje się ręcznie albo na maszynie i każde potknięcie wraca później w tkaninie jako zgrubienie, którego żadne wykończenie już nie ukryje.

Sericyna i fibroina, czyli dwa białka jednego włókna

Włókno jedwabne nie jest jednorodne. W środku biegną dwa równoległe filamenty fibroiny — białka strukturalnego, uporządkowanego w tak zwane harmonijki beta. Wokół nich zastyga sericyna, klej białkowy, który stanowi od dwudziestu do trzydziestu procent masy surowej nici i trzyma kokon w całości.

Surowy jedwab jest przez to sztywny, matowy i nieprzyjemny w dotyku. Dopiero degumming — gotowanie w łagodnie zasadowej kąpieli mydlanej — rozpuszcza sericynę i uwalnia to, po co się po jedwab sięga. Tkanina traci przy tym około jednej czwartej masy i zyskuje wszystko inne: miękkość, chłód i zdolność przyjmowania barwnika. Zbyt ostra kąpiel odbiera przy okazji wytrzymałość, więc jest to etap, na którym się nie oszczędza.

Obnażona fibroina ma przekrój zbliżony do trójkąta o zaokrąglonych bokach. Światło pada na taki pryzmat i rozbija się pod wieloma kątami naraz, dając połysk, który zmienia głębię wraz z ruchem tkaniny. Przy tej samej średnicy włókno jest przy tym wytrzymalsze na rozciąganie niż stalowa nitka.

Dziki tussah i to, czego mu brakuje

Tussah to jedwab dzikich motyli z rodzaju Antheraea, żerujących na dębach, jabłoniach i drzewach owocowych. Garbniki obecne w tych liściach barwią kokon na złamany beż lub złoto, a koloru tego nie da się wywabić bez naruszenia włókna. Stąd charakterystyczna, ciepła barwa tussahu.

Druga różnica jest poważniejsza. Kokony dzikie zbiera się często po wyjściu motyla, a wychodząc, przerywa on nić w wielu miejscach. Pozostają krótkie odcinki, które trzeba przędzić jak wełnę. Efektem jest tkanina o wyraźnej fakturze, nierównej nitce i matowym, nieco surowym charakterze.

To nie jest wada — tussah ma swoje miejsce, w szalach, narzutach i wnętrzach, gdzie jego szorstkawa uroda pracuje na korzyść. Przy skórze jednak przegrywa: jest grubszy, mniej gładki i mniej przewidywalny. Bielizna wymaga włókna, które nie ma charakteru, tylko konsekwencję — takiego, które w każdym centymetrze zachowuje się dokładnie tak samo.

Klasa 6A i cała reszta alfabetu

Surową nić jedwabną klasyfikuje się według skali, która wygląda niepozornie: od C przez B i A, potem 2A, 3A i dalej, aż do 6A. Ocenia się równomierność grubości na całej długości, czystość, wytrzymałość, elastyczność i liczbę defektów przypadających na kilometr włókna.

Klasa 6A oznacza nić z najlepiej wysnutych kokonów: długą, jednolitą, pozbawioną zgrubień i pęknięć. W praktyce widać to później na tkaninie, nie na próbce nici. Materiał z 6A farbuje się równo, schnie bez zacieków i nie mechaci się na szwach, które ocierają o ciało.

Klasa mówi o nici, momme mówi o tkaninie — o tym, ile waży jej określona ilość, czyli jak jest gęsta i ciężka. To dwie zupełnie różne miary i momme zasługuje na osobną opowieść. Tu wystarczy jedno: najcięższa nawet satyna utkana z nici klasy B nie zachowa się jak 6A. Gramatura bez klasy jest liczbą bez pokrycia.

Cała różnica między jedwabiem a jedwabiem mieści się w jednym liściu i w jednej, nieprzerwanej nici. Reszta jest już tylko konsekwencją.

Dlaczego skóra to rozpoznaje

Jedwab morwowy przyjmuje do trzydziestu procent własnej masy w wilgoci, nie sprawiając przy tym wrażenia mokrego, i oddaje ją do powietrza w miarę, jak wysycha. Stąd bierze się jego dwuznaczna termoregulacja: chłodzi, kiedy jest gorąco, i przytrzymuje ciepło, kiedy powietrze stygnie.

Wypolerowana, trójkątna powierzchnia włókna daje najniższe tarcie spośród tkanin noszonych przy ciele. To nie jest wrażenie, tylko wielkość mierzalna — i to ona odpowiada za brak zaczerwienień w miejscach, gdzie szew albo ramiączko pracuje przez cały dzień na tym samym pasku skóry.

Po usunięciu sericyny zostaje białko obojętne, o odczynie bliskim naturalnemu pH skóry, w którym roztocza nie mają czego szukać, a wilgoć nie zatrzymuje się na tyle długo, by sprzyjać pleśni. Dlatego jedwab morwowy pojawia się w zaleceniach przy skórze atopowej i wrażliwej częściej niż jakakolwiek inna tkanina naturalna, bawełnę włącznie.

Co to znaczy, gdy tkanina dotyka skóry cały dzień

Bielizna jest najtrudniejszym zastosowaniem, jakie można wymyślić dla tkaniny. Wąskie ramiączko dźwiga ciężar, szew biegnie po żebrach, materiał pracuje przy każdym oddechu i przy każdym kroku, a między nim a skórą nie ma niczego, co mogłoby złagodzić różnicę. Sukienka wybacza dużo. Ramiączko szerokie na osiem milimetrów nie wybacza niczego.

Długie, ciągłe włókno oznacza szew, który nie strzępi się od środka po dwudziestym praniu. Równa nić oznacza drapowanie, które opada miękko zamiast łamać się w ostre zagięcia na biodrze. Jednolita grubość oznacza, że kolor jest ten sam na przodzie i na tyle, także po sezonie.

I jest jeszcze ten chłód pierwszej sekundy. Jedwab morwowy przyłożony do ciała wydaje się chłodniejszy niż powietrze wokół, a po chwili dostraja się do temperatury skóry i przestaje być odczuwalny. To jedyna tkanina, o której zapomina się tak szybko i tak całkowicie.

Kokon nadal jest wielkości kciuka. Trzeba ich około dwóch i pół tysiąca na jedną suknię i znacznie mniej na koszulkę, która mieści się w dłoni — ale każdy z nich to te same trzy doby ruchu głową w ósemki i ta sama nić, wysnuta bez jednego przerwania.

W atelier YES VERSE ten rachunek zostaje w tyle głowy przy każdym cięciu materiału. Nie z sentymentu, tylko dlatego, że tkanina, która powstaje tak powoli, zasługuje na krój, który przetrwa dłużej niż jeden sezon i na szew prowadzony bez pośpiechu.